Portal wiadomości.o2.pl cytując za "Dziennikiem" podał dziś wiadomość o odtajnionych dokumentach "Operacji Wisła". Wynika z nich, że przez 20 lat na terytorium Polski znajdowała się radziecka broń atomowa. W przypadku wybuchu wojny między Układem Warszawskim a państwami NATO, Ludowe Wojsko Polskie miało użyć 178 ładunków (liczba cytowana za "Dziennikiem" - równie dobrze mogło by to być 180 ;-)) atomowych, atakując wybrane cele w Europie Zachodniej.
Teczka operacji "Wisła" znalazła się wśród materiałów Układu Warszawskiego odtajnionych w zeszłym roku przez ministra obrony narodowej. Są tam dokumenty, z których po raz pierwszy dowiadujemy się, ile głowic przechowywano na naszym terytorium. Z materiałów wynika także, że w przypadku wojny głowice i bomby jądrowe będą przekazane Ludowemu Wojsku Polskiemu. Wytypowane polskie jednostki rakietowe i lotnicze miały wziąć udział w zmasowanym uderzeniu jądrowym na europejskie państwa NATO.
"Dziennik" informuje, że wśród materiałów operacji "Wisła", które obecnie znajdują się w IPN, jest porozumienie z 25 lutego 1967 r. zawarte w Moskwie przez ministra obrony PRL Mariana Spychalskiego i ministra obrony narodowej ZSRR marszałka Andrieja Grieczkę. Właśnie ta umowa przewidywała umieszczenie magazynów broni nuklearnej w Polsce. Składy wybudowano w latach 1967 - 1970 w Templewie niedaleko Trzemeszna Lubuskiego, Brzeźnicy-Kolonii koło Jastrowia oraz Podborsku niedaleko Białogardu. Polska sfinansowała budowę, Moskwa miała wyłączne prawo użytkowania magazynów.
Były to prawdziwe twierdze chronione przez jednostki specnazu i zamaskowane tak, że z satelitów wyglądały jak pagórki porośnięte lasem. Każdy kompleks mógł pomieścić 120 żołnierzy oraz 60 oficerów i techników.
Całość tego artykułu nie jest zaskoczeniem dla kogoś, kto choćby pobieżnie śledził zagadnienia związane z wojskiem i politycznymi aspektami z nim związanym. Sytuacja powyżej opisana przypomina trochę stan z przełomu lat 50/60 ubiegłego wieku, kiedy to Wielka Brytania, nie posiadając własnych rakiet do przenoszenia broni jądrowej korzystała z pomocy Stanów Zjednoczonych. Na terenie wschodniej Anglii znajdowały się bazy z sześćdziesięcioma wypożyczonymi amerykańskimi rakietami Thor o zasięgu 2414 km. Pociski były sterowane ręcznie i obsługiwane przez jednostki RAF'u, jednak głowice jądrowe pozostawały pod strażą USA. Rakiety Thor były obsługiwane wspólnie - załoga składała się z oficera RAF'u, kontrolującego odpalenie, oraz oficera USAF'u, który odpowiadał za poświadczenie operacji. Obaj musieli jednogłośnie uzgadniać odpalenie każdego pocisku. Rakiety Thor były na wyposażeniu Wielkiej Brytani w latach 1958 - 1963.
© 2007 Marek 'Squonk' Rauchfleisch