W tym dziale będą pojawiać się opisy i recenzje gier, które wyszły na konsole lub automaty do gier i są utrzymane w klimatach postapo. Ponieważ wiele tych gier wychodziło na różne konsole tam gdzie jest napisane platforma macie napisany sprzęt z jakiego pochodzi recenzowana wersja gry. Inne platformy oznaczają konsole (lub automaty), na które dana gra również wyszła. Jeśli znacie jakąś konsolowa grę, której nie ma w tym dziale, dajcie nam o tym znać. Recenzje gier również będą mile widziane. :) ![]()
Arcade - Automaty arcade czyli po prostu automaty do gier
GB - Game Boy
GBA - Game Boy Advance
GC - GameCube
DC - Sega Dreamcast
DS - Nintendo Dual Screen
MAME - Multiple Arcade Machine Emulator czyli emulator automatów arcade
NES - Nintendo Entertainment System (po naszemu Pegazus ;) )
PSX - Playstation
PS2 - Playstation 2
PS3 - Playstation 3
SMD - Sega Mega Drive znana też jako Sega Genesis
SMS - Sega Master System
SGG - Sega Game Gear
SNES - Super Nintendo Entertainment System po prostu Super Nintendo
X - Box - Tu chyba nie trzeba wyjaśniać
X 360 - X - Box 360 czyli druga stacjonarna konsola Microsoftu
(?) - Niesprawdzona informacja
Platforma: SNES
Rok premiery: 1994
Gatunek: Akcja\Wyścigi
Producent: Namco
Świat został zniszczony przez wojny, powodzie, ocieplenie globalne, przeludnienie - czyli nastąpił full wypas Armagedon, a my gracze walczymy na "torach-arenach" futurystycznymi, postapokaliptycznymi pojazdami przeciwko sobie podobnym śmiałkom. Gra jest połączeniem wyścigów samochodowych ze strzelanką. Na początku mamy do wyboru 3 samochody (później w miarę postępów w grze dochodzi ich więcej).
Pojazd kolczasty jest wytrzymały lecz powolny, wyścigówka bardzo szybka lecz słabo opancerzona, a trzeci wehikuł to pojazd środka - stosunkowo szybki i stosunkowo dobrze opancerzony. Po wyborze samochodu możemy też wybrać jego kolor, a następnie przenosimy się na tor gdzie będą się toczyć tytaniczne starcia podczas których nie obowiązuje żaden kodeks drogowy.
Nasz pojazd jest oczywiście uzbrojony. W grze występują tylko trzy rodzaje uzbrojenia:
-
dysk który jest czymś w rodzaju miny sunącej po ziemi i wybuchającej w momencie uderzenia w przeciwnika,
-
rakieta samo naprowadzana, która jak się pewnie domyślacie po wystrzeleniu podąża za wrogiem
-
granaty które wyglądają jak miny morskie, ale działają jak granaty. ;)
Gra jest podzielona na dwa etapy. Po wyborze samochodu zostajemy przeniesieni na tor i rozpoczyna się wyścig, w którym nie ma znaczenia które miejsce zajmiemy. Liczy się tylko niszczenie innych samochodów (otrzymujemy za to kasę). Po zakończeniu tego "wyścigu" zostajemy przeniesieni do garażu, gdzie za pieniądze zarobione podczas niszczenia wrogów, możemy ulepszyć nasz wehikuł zagłady (lepszy silnik, opony itp.) lub zwiększyć siłę rażenia naszego uzbrojenia. Po wyjściu z garażu przechodzimy do drugiego etapu, w którym na pojedynek wyzywa nas inny "wojownik szos" i tutaj już o wygranej decyduje to czy zajmiemy pierwsze miejsce czy nie. Oczywiście przeciwnik nie tylko będzie starał się dojechać pierwszy ale będzie próbował zatrzymać nas przy pomocy swojego uzbrojenia. Po pokonaniu śmiałka, który nas wyzwał, przenosimy się do innego miasta\kontynetu i ponownie, najpierw walczymy na torze a potem ścigamy się z kimś, kto nas wyzwie na kolejny pojedynek. Po wygraniu wszystkich wyścigów zostają odblokowane dodatkowe samochody. Granie jest proste, lekkie i przyjemne ponieważ fabuły właściwie nie ma a celem gry jest samo jej przejście i odblokowanie tych dodatkowych samochodów. Gra nie nadaje się raczej do dłuższych posiedzeń. ;) Po prostu jest to taka typowa gierka służąca do zapychania wolnego czasu, gdy akurat mamy kilkadziesiąt minut albo godzinkę wolnego i chcemy popykać na spokojnie w coś mało ambitnego.
Grafika w tej grze jest naprawdę ładna, szczególnie urodziwe są bitmapy przedstawiające horyzont (każda plansza ma inną). Nasi przeciwnicy, którzy wyzywają nas na starcie również zostali ładnie przedstawieni, a ich stroje utrzymane są w typowo Mad Maxowych - Wastlandowych klimatach. Gra nie jest skomplikowana, to zwykła mało ambitna gra akcji, która jednak posiada sporo grywalności, a rozwalanie pojazdów przeciwników przy pomocy rakiet albo tych "dysków" sprawia dużo radości :) i dlatego moim zdaniem zasługuje ona na ocenę 7\10. ![]()
Platforma: Arcade (MAME)
Rok premiery: 1992
Gatunek: Mordobicie chodzone prawostronne ;)
Producent: CAPCOM
Fabuła tej gry raczej nie jest normalna ale na pewno interesująca. Pewnego dnia ziemię zaczynają nawiedzać gigantyczne klęski naturalne, które oczywiście niszczą planetę. Ludzkość postanawia więc schronić się pod ziemią w gigantycznych schronach-miastach. 600 lat później ludzie stwierdzają, że najwyższy czas wyjść na powierzchnię. Po opuszczeniu schronów zauważają, że klimat na ziemi bardzo się ocieplił, jednak prawdziwie zaskoczenie budzi w nich fakt, że na ziemi znowu pojawiły się DINOZAURY! Zdziwienie oczywiście szybko mija i ludzkość powoli znowu zaczyna kolonizować powierzchnię planety. Jednak spokój nie trwa długo bo już w 2513 roku pojawia się szalony naukowiec, który po pierwsze klonuje dinozaury, po drugie miesza ich geny z ludzkimi! A po trzecie, co jest najgorsze i najstraszniejsze, chce zawładnąć światem!!! I tu właśnie pojawia się nasza grupa dzielnych herosów, którzy całkowicie spontanicznie postanawiają pokonać szalonego doktora i uratować świat.
Cadlillacs And Dinosaurs to oczywiście kolejne mordobicie ze stajni CAPCOM-u. Do walki z szalonym doktorem staje 3 "fajterów" i jedna fajterka. Są to Jack Tenrec (postać środka, całkiem szybki i dosyć silny), Mustapha Cairo (całkiem szybki i bardzo silny), Mess O'Bradovich (najwolniejszy ale jednocześnie najsilniejszy) i Hannah Dundee (bardzo szybka i zwinna). Jak w każdej tego typu grze oprócz walki przy pomocy kończyn fajterów, możemy też od czasu do czasu znaleźć jakąś broń, a w Cadillacs And Dinosaurs jest jej całkiem sporo. Są to Shotgun, Uzi, M16, Bazooka, Magnum, Beczki, Nóż, Deska, Rura, Granat itp. itd.
Ogólnie rzecz biorąc filozofia gry jest prosta - idziemy w prawo niszcząc chordy wrogów dinozaurów i ludzi pomagierów szalonego doktora. O ile każdy napotkany człowiek to nasz wróg to co jakiś czas możemy spotkać dinozaura "neutralnego", który nas zaatakuje tylko jak pierwsi go zaatakujemy albo zbudzimy ze snu. ;) Na końcu każdego etapu znajduje się tradycyjny boss, który po tym jak go pokonamy, grzecznie nam powie gdzie znajduje się kolejny boss, którego również załatwiamy na końcu następnego etapu. I tak po wielu etapach i bossach trafiamy w końcu do siedziby doktora, gdzie jak się pewnie domyślacie następuje finałowa walka, a po niej gustowny filmik kończący fabułę. Podczas walki oprócz kończyn możemy wykorzystywać różne bronie znalezione na planszy, co jest raczej czymś standardowym jeśli chodzi o tego typu gry, jednak w Cadillacs And Dinosaurs mamy jeszcze radiostacje i Cadliaca (wbrew pozorom słowo Cadilac zawarte w tytule jest ważne). O co chodzi? A no podczas przechodzenia plansz-etapów, możemy znaleźć radiostację. Można ją podnieść z ziemi i wezwać na pomoc naszego kumpla, który natychmiast przyjedzie do nas w pięknym Cadilaku. Następnie odda kluczyki, a my możemy kontynuować eksterminacje wrogów w naszej super bryce, czyli rozjeżdżamy ich po prostu. :D
Grafika jest bardzo dobra, nie jest co prawda tak dobra jak w grze Violent Storm ale to i tak czołówka. Plansze są ciekawe i estetycznie przedstawione. Właściwie każdy level jest utrzymany w innych klimatach - mamy zniszczone miasto, pustynie, dżungle, laboratorium itp. Fajterzy którymi możemy sterować są ciekawie wykonani i dobrze zanimowani, a i przeciwnicy są różnorodni i porządnie wykonani. Szczególnie bossowie i dinozaury, choć jak dla mnie bossom czegoś brakuje - po prostu szybko o nich zapominamy i właściwie po przejściu gry nie za bardzo pamiętamy jak wyglądali (choć ostatni boss zostanie w pamięci bo oryginalny jest). Jeśli chodzi natomiast o grywalność, to jest ona ogromna. Każdy kto ma więcej niż "naście" lat na karku, na pewno pamięta tę grę z automatów. Ten tytuł to jedna z najbardziej grywanych i miodnych gier Capcomu, po prostu rewelacyjny klasyk. Fakt nie jest to ideał i gra by mogła być jeszcze lepsza ale i tak to jedna z najlepszych bijatyk chodzony, posiadająca bardzo zakręcony klimat i super poziomy, choć bossowie moim zdaniem mogliby być bardziej "ciekawsi". Jak nic 9\10 szczerze polecam!
A i jeszcze jedno gra jest oparta na komiksie Xenozoic Tales (na kanwie komiksu powstał też serial animowany). ![]()
Platforma: Arcade (MAME)
Inne platformy: SMD
Rok premiery: 1991 (wersja arcade)
Gatunek: Mordobicie chodzone prawostronne ;)
Producent: Data East
W 2010 roku Nowy Jork został zniszczony przez nuklearny wybuch nieznanego pochodzenia. 20 lat później społeczeństwo stara się odbudować to wspaniałe miasto i zaprowadzić w nim na nowo ład i porządek. Jednak wtedy kryminalna organizacja zwana Big
Valley stwierdza, że ład i porządek w zrujnowanym Nowym Jorku to nie jest to czego chce i przejmuje kontrole nad miastem siejąc śmierć i zniszczenie. Co w takiej sytuacji robi rząd USA? Wysyła myśliwce z rozkazem zbombardowania kwatery wroga? Rozkazuje dywizją pancernym zaatakować bandytów? Nie! Rząd postanawia wynająć dwóch ogromnym kolesi, byłych kryminalistów, którzy dostają zadanie zniszczenia organizacji "Big Valley" - oczywiście za sowitą zapłatę. My "gracz" wcielamy się w jednego z tych fajterów (można też grać we dwie osoby, obydwiema postaciami).
Gra jest z jednej strony całkiem fajna, ale z drugiej stosunkowo mało grywalna. Mamy naprawdę ładną grafikę, ciekawe etapy - poziomy są dopracowane od strony graficznej, przeciwnicy też są całkiem fajni, a nasi dwaj fajterzy to takie wielkie kupy mięcha większe od większości przeciwników. :) Jeśli chodzi o walkę to oprócz walenia pięściami możemy na przykład podnosić samochody jak i zarówno inne przedmioty, i rzucać nimi we wrogów. Ba, możemy nawet chwytać i podnosić naszych przeciwników, a następnie rzucać nimi w kolejnych (co jest bardzo fajne i zabawne :)). Podczas uderzeń pojawia się coś w stylu komiksowych dymków z różnymi napisami w stylu KRAK! POW! Itp. Jest to fajny patent stosowanym w wielu tego typu grach, ale w tej akurat jest wszech obecny i dobrze się sprawdza. Jednak mimo świetnych plansz i całkiem fajnych przeciwników, to jednak grafika ma minusy, nasi wrogowie i nasz fajter poruszają się strasznie sztucznie a sami przeciwnicy mogliby być bardziej dopracowani
graficznie. Poza tym w tej grze zastosowano dość wkurzający element - mianowicie o ile przeciwnicy po uderzeniu są odrzucani do tyłu, co jest szeroko spotykane w innych grach, to w tej nasz heros również po ciosie jest odrzucany do tyłu i do tego jeszcze potrafi stracić przytomność na kilka sekund. Takim rozwiązaniem twórcy podnieśli poziom trudności gry w chamski, mało ambitny sposób. Po prostu zamiast wymyślić trudniejszego bossa albo zwiększyć paletę ciosów u przeciwników i gracza, sprawili że postać traci przytomność po otrzymaniu ciosu. :\
Liczba ciosów też nie powala, właściwie prawie nie ma w tej grze żadnej palety ciosów lub combosów co jest dużym minusem. Sprawę niby ratuje możliwość rzucania samochodami i przeciwnikami, ale jednak przydała by się większa "sprawność manualna" u naszych dwóch "fajterów".
Ogólnie rzecz biorąc gra jest średnia. Z jednej strony fajny pomysł, dość zabawna możliwość rzucania wrogami we innych, ciekawe ładne plansze, ale z drugiej średnia grywalność, mało ciosów, niektórzy wrogowie nie dopracowani graficznie. Według mnie 5+\10 będzie oceną w sam raz. Ta gra to średniak, w którego można sobie trochę popykać jeśli lubimy chodzone bijatyki. Choć jak zawsze polecam samemu wam sprawdzić tę grę, bo może właśnie wam bardziej przypasuje. A i jeszcze jedno, niektórzy przeciwnicy przypominają mi klimatem swoich strojów niektóre B - klasowe włoskie filmy postapokaliptyczne. :) ![]()
Platforma: NES
Rok premiery: 1986 (Japonia)
Gatunek: Mordobicie chodzone lewostronne ;)
Producent: Toei Animation/Shouei System
Hokuto no Ken aka Fist of the North Star czyli WOJOWNIK GWIAZDY PÓŁNOCY (ach wspaniały tytuł :)), to gra oparta na bardzo ale to bardzo popularnej japońskiej postapokaliptycznej mandze "Fist of the North Star", która doczekała się wielu serii, seriali animowanych, wydania europejskiego, filmu fabularnego i całej ogromnej masy gier wydanych na wszelkie możliwe platformy, łącznie z komputerami PC (niestety większość tych gier zostało wydanych tylko w Japonii :().
"Hokuto." jest pierwszą (może drugą ;)) grą z całej tej gigantycznej serii i jest ona typowym mordobiciem, które polega na posuwaniu się na przód, a właściwie w bok ;) w lewą stronę i załatwianiu wszystkich napotkanych wrogów. Graficznie jest bardzo kiepsko, fakt NES to tylko 8 bitów, ale każdy kto swego czasu grał na naszym swojskim Pegazusie ;) wie że jednak na NES-a wychodziły dużo, ale to dużo ładniejsze gry. Niby mamy całkiem ładne ruiny budynków, jakieś tam tło w oddali przedstawiające szarą pustynię i góry, ale jednak graficznie jest bardzo ubogo. Nasi przeciwnicy wyglądają prawie tak samo jak nasz bohater i naprawdę mało różnią się od siebie. Wychodzi na to, że musimy zabijać tysiące klonów. Odgłosy bardziej denerwują niż budują klimat, a motyw muzyczny mimo iż ciekawy to jednak po pewnym czasie zaczyna bardziej denerwować niż uprzyjemniać grę. Mimo to, ta niezwykle prosta gra ma w sobie naprawdę całkiem sporo grywalności. Rozwalanie wrogów jest dynamiczne, lekkie i przyjemne. Przypominają się czasy tych prostszych Pegazusowych gierek (typu Tank), które mimo że na pierwszy rzut oka wydawały się gniotami, to jednak ostatecznie pożerały nam setki albo i nawet tysiące godzin czasu wolnego. :)
Gra jest naprawdę zadziwiająco grywalna i zapewnia fajną, bezstresową zabawę, która budzi wspomnienia pegazusowego szału lat '90. :) Ocena, hmmm, dla kogoś kto nie załapał się na polski pegazusowy szał lat 90 albo niezbyt miło wspomina tamte gry maksymalnie 1\10 i jemu odradzam uruchamianie "Wojownika.". Ale osoby, które miło wspominają 8-bitowe hity, mogą podwyższyć sobie ocenę do 5\10 albo i nawet 6\10. :P Im polecam ściągnąć odpowiedni emulator i spróbować zagrać. Ale i tak powinny wziąć pod uwagę to, że jednak na tle innych gier na NES-a "Hokuto no Ken" wypada tak sobie (jednak dużo lepsze gry były oj były). Mimo to ta niesamowicie prosta gra jakimś cudem przypadła mi do gustu i właśnie z punktu widzenia sentymentalnego człowieka, który miło wspomina czasy Pegazusa wystawiam jej ogólnie rzec biorąc ocenę pozytywną - choć mam wrażenie że zbyt wysoką. A i jeszcze jedno, przeciwnicy umierając eksplodują. ;) ![]()
Platforma: NES
Rok Premiery: 1987 (Japonia) 1989 (USA)
Gatunek: Mordobicie
Producent: Toei Animation/Shouei System
Fabuła oparta jest na drugim sezonie mangi "Hokuto no Ken", kiedy to Kenshiro (bohater mangi), musi zmierzyć się z wojownikami Gento Koken. Graficznie jest dużo lepiej niż w poprzedniej części gry. Poziomy są wreszcie ładnie wykonane, a postać gracza składa się z większej liczby szczegółów, natomiast naszych przeciwników mamy klika rodzajów i nareście różnią się oni do siebie. ;) Bossowie, z którymi musimy się zmierzyć na końcu każdego etapu, również wyglądają dużo lepiej i są bardziej różnorodni.
Tytuł ten jest zwykłym mordobiciem tak samo jak poprzednia część, ale w tej poruszamy się w prawo, a i cofnąć się w lewo też możemy - choć będziemy do tego zmuszeni tylko na dwóch etapach, na których trzeba znaleźć przejście do kolejnego. Podobnie jak część pierwsza, ta również mimo swojej prostoty (nawet jak na nawalanke) jest stosunkowo grywana. Fakt, mało ambitna i dość krótka, ale dla fanów starych gier z NES-a jak znalazł. Można w to sobie popykać kilka lub kilkadziesiąt minut choć nie liczcie na to, że gra was w jakiś sposób oczaruje i zajmie pierwsze miejsce wśród pegazusowych gier w jakie graliście w swoim życiu.
Gra jest lepsza niż część pierwsza. Nadal mamy do czynienia z prostą (może i nawet toporną ;)) nawalanką, której calem jest przesuwanie się w prawo, zabijanie setek wrogów wyskakujących z lewa, a na końcu etapu zabicie dużego wroga co pozwoli na przejście na następny poziom i zrobienie tego samego w innej scenerii z silniejszymi, innymi wrogami. Podobnie jak część pierwsza gra jest grywana i moim zdaniem zasługuje na 7\10, ale piszę to z punktu widzenia człowieka, który 8-bitowe gry miło wspomina. :) ![]()
Platforma: SMS
Rok premiery:1986
Gatunek: Mordobicie Chodzone prawostronne ;)
Producent: Toei Animation/Shouei System
Ta gra to jedyna gra z tej serii "Hokuto no Ken" wydana na konsole Sega Master Sytem. Fabuła oparta na mandze opowiada o tym jak Kenshiro musi uratować swoją dziewczynę Yurii, która został porwana przez Rath-a (jest on ostatnim finałowym bossem). Graficznie jest dużo lepiej niż w wydanej w tym samym roku na NES-a grze "Hokuto no Ken". Na pierwszy rzut oka jest też lepiej niż w NES-wym "Hokuto no Ken 2", ale według mnie jest gorzej. Grywalność jest całkiem przyzwoita oczywiście jak na prostą nawalanke z lat '80. Jeśli lubicie takie proste gry, to może się wam grać przyjemnie. Do pokonania mamy 6 poziomów no i oczywiście 6 bossów (przeciwny umierając eksplodują ;) jak w grze na NES-a). Jak dla mnie 5\10 - całkiem grywalne, ale mogło by być lepiej gdyż w grach z tamtego okresu można znaleźć dużo lepsze tytuły.
Co ciekawe gra wyszła w USA z kompletnie zmienioną fabułą, wyglądem postaci i poziomów, jak i imionami bohaterów. Mianowicie została wydano ona pod tytułem "Black Belt", a bohaterem jest karateka, który musi uratować piękną dziewczynę ale już nie w postapokaliptycznej scenerii, ale w takiej "karateko-orientalnej" :P. Czyżby amerykańskie dzieci w latach '80 nie lubiły klimatów postapo?? Po co ta zmiana sam nie wiem. ![]()
Platforma: NES
Rok premiery:1989(Japonia)
Gatunek: cRPG
Producent: Toei Animation/Shouei System
Trzecia część Wojownika Gwiazdy Północy - to już nie mordobicie ale gra RPG z, jak na możliwości NES-a, stosunkowa ładną i dopracowaną grafiką (choć ładniejsze widziałem). Właściwie to jest wszystko co mogę o tej grze napisać, ponieważ wyszła ona tylko w Japonii i jak się domyślacie wyłącznie po japońsku. A ponieważ nie jestem w stanie rozszyfrować tych krzaczków i kleksów (ideogramów - przyp.red.), nie mam pojęcia o czym dokładnie opowiada fabuła ani nie wiem czy gra jest
grywalna. :) Co prawda udało mi się ją uruchomić, czego efekt przedstawiam na obrazku poniżej, ale niestety z racji bariery językowej na tym moja przygoda z nią się skończyła. Mogę jeszcze napisać, że na emulatorze RockNES były lekkie problemy z grafiką. Być może kiedyś nauczę się japońskiego, a wtedy zrecenzuje tą grę porządnie. :) A i jeszcze jedno, interfejs sprawia wrażenie łatwego w obsłudze ale i tak nie ułatwia rozszyfrowania krzaczków i kleksów. Poza tym jeden z utworów muzycznych przypomina trochę kawałek The House Of The Rising Sun. ;) ![]()
Platforma: NES
Inne platformy: SNES
Gatunek: Przygodowa\Akcja
Rok premiery: 1990
Producent: Mindscape Inc.
Mad Max na NES-a i SNES-a to jedyna gra wyprodukowana na licencji filmu Mad Max. Właściwie to nie powinna się ona nazywać Mad Max, ale Mad Max
Road Warrior. Gra w dużym skrócie polega na jeżdżeniu naszym samochodem po obszarze, który przedstawia szosę i pustynie obok, zbieraniu wody\żywności, sprzedawaniu u handlarza tego co znajdziemy i kupowaniu od niego benzyny, amunicji do strzelby, klucza do następnego obszaru lub dynamitu, którym następnie rzucamy w naszych wrogów. ;)
A no właśnie wrogów, ponieważ oprócz wyżej wymienionych czynności musimy walczyć z naszymi przeciwnikami, którymi są samochody bandytów i różne, że tak napisze "bunkry". Gra ma jak na możliwości NES-a bardzo dobrą grafikę, plansze są ładnie
wykonane, a samochody dość szczegółowe. Tylko na boga dlaczego samochód Maxa jest niebieski???? Każdy wie, że kultowy Ford Falcon Maxa Rokatansky-ego w pierwszej części, był żółto-niebiesko-czerwony, a następnie CZARNY. Więc dlaczego chłopaki z Mindscape stwierdzili, że powinien być niebieski? Być może niebieski samochód lepiej się im komponował kolorystycznie z żółtą pustynią? Tego już się pewnie nie dowiemy, ale przejdźmy dalej do grywalności. No więc tak, pomysł na połączenie prostej gry akcji polegającej na eksterminacji wrogów naszego herosa ze zbieraniem i sprzedawaniem różnych rzeczy u handlarza wydaje się ciekawy, ale grywalne to, to raczej nie jest moi drodzy. Zacznijmy od tego, że gdy pierwszy raz uruchamiamy grę, to kompletnie nie wiemy o co chodzi i jak mamy wygrać na pierwszym etapie oraz co zrobić aby przejść dalej. Sam nie miałem pojęcia o co w tej grze chodzi, zanim nie dorwałem instrukcji na necie (musimy zbierać różne "rzeczy" i za nie u handlarza kupować amunicje i benzynę i docelowo klucz do następnego etapu).
Kolejnym problemem, z którym spotkamy się na początku, jest to że plansza po której się poruszamy jest dość skomplikowanym labiryntem i minie sporo czasu zanim rozejrzymy się po okolicy. A przecież musimy się jeszcze martwić o benzynę, która się kończy i trzeba ją zatankować, a nasi przeciwnicy raczej spokoju nam nie dają. Swoją drogą ten labirynt przypomniał mi gry "labiryntówki" w jakie lubiłem grać na C64, jednak Mad Max nie jest nawet w połowie tak grywalny jak one. :| Naprawdę jedyne co mnie motywowało aby grać w tą grę i przechodzić dalej było to, że chciałem napisać recenzję na Trzynasty Schron - inaczej wyłączyłbym ją pewnie po 30 minutach. Jednocześnie spotkałem się z opiniami ludzi, którym ta gra się bardzo podoba i uważają ją za całkiem dobry tytuł. W każdym razie jak dla mnie zmarnowano pomysł na bardzo dobrą grę. Według mnie zasługuje ona na 4\10. Ale mimo to radze wam spróbować w nią zagrać bo być może okaże się, że należycie do tych którym się spodoba?
Ponieważ tak jak pisałem gra oprócz tego, że jest mało grywalna, jest też stosunkowo trudna (szczególnie na początku gdy nie wiemy o co chodzi i gdzie co jest na planszy). Poniżej macie mapę pierwszego poziomu, która powinna wam na początku ułatwić zabawę (mapa pochodzi z instrukcji do gry). ![]()
Platforma: Arcade (MAME)
Inne platformy: NES
Rok premiery: 1986 (NES) 1986 (Arcade)
Gatunek: Mordobicie Hack & Slash
Producent: Capcom
Fabuła opowiada o świecie zniszczonym przez demony i wojnę nuklearną, w którym ludzie żyją prymitywnie i są gnębieni przez
plemię demonicznych wojowników. Gracz wciela się w postać Trojana, młodego wojownika, który siłą swego miecza i wytrzymałością swej tarczy musi sprawić aby na ziemi znów zapanował spokój.
Gra jest bardzo podobna do gry Ghost'n'Goblins, i nie ma się co dziwić, to ta sama firma i ten sam gatunek. :) Ogólnie rzecz biorąc rozgrywka polega na zabijaniu przy pomocy miecza naszych wrogów i bronieniu się przed ich ciosami
swoją tarczą. Przeciwnicy są stosunkowo różnorodni, przeważnie uzbrojeni w broń białą - ale też zdarzają się ci wyposażeni w jakąś broń miotającą. Zazwyczaj chordy wrogów nacierają na nas albo z lewa albo z prawa, ale od czasu do czasu ktoś wyskoczy też ze studzienki kanalizacyjnej i zacznie do nas strzelać, albo zaatakuje nas przy pomocy kuszy czając się na wzgórzu nad nami lub jakimś balkonie w bloku.
Na początku gra może wydawać się dość trudna ale gdy tylko opanujemy umiejętność szybkiego blokowania ciosów wroga i wyprowadzania swoich kontrataków będzie szło dużo łatwiej. Dlatego nie zrażajcie się do niej jeśli
zginiecie 15 razy na początku pierwszej planszy. Naprawdę idzie się nauczyć w to grać i można to przejść. Do zabicia przeciwników wystarcza nie wiele ciosów (chyba że walczymy z bossem), natomiast nasz heros jest w stanie przeżyć 8 ciosów, czyli no powiedzmy posiada 8 żyć (na górze ekranu mamy czerwone prostokąty reprezentujące poziom życia - hmm poziom życia, dziwnie to zabrzmiało). A i jeszcze jedno, w grze mamy 6 poziomów i co ciekawe gdy ją rozpoczynamy możemy wybrać, na którym poziomie chcemy wystartować. Czyli na przykład możemy od razu zająć się przechodzeniem ostatniego poziomu albo zacząć grę od środka. Choć oczywiście polecam od początku.
Grafika prezentuje się bardzo dobrze, tak samo w wersji Arcade jak i NES (oczywiście grafika NES-owa jest gorsza bo tylko 8- bitowa). Poziomy są ciekawe i zróżnicowane (zburzone miasto, pustynia, jakaś fabryka), ale jednocześnie dość standardowe i brakuje w nich jakiejś oryginalności. Choć od strony technicznej są bardzo dobrze wykonane - moim zdaniem najładniejszy poziom to ten pierwszy ze zniszczonym miastem. Właściwie gra jakoś mnie nie poruszyła. Niby wszystko jest na swoim miejscu, a sama gra bazuje na sprawdzonym pomyśle z Ghost'n'Goblins, ale jednak jak dla mnie brakuje jej jakiegoś polotu. Wystawiam 6+\10 i polecam przede wszystkim fanom bijatyk hack&slash (czyli tych gdzie postać fajtera walczy tylko bronią białą a nie pięściami). Wersja na NES-a, oprócz grafiki różni się od tej Arcade tym że można grać w nią we dwie osoby dwoma postaciami naraz. ![]()
Platforma: Arcade (MAME)
Rok premiery: 1993
Gatunek: Mordobicie chodzone prawostronne ;)
Producent: Konami
III Wojna Światowa zakończyła się, a świat uległ zniszczeniu lecz ludzie zaczęli odbudowywać społeczeństwo i żyć normalnie. Jednak jak się pewnie domyślacie przeszkadzają im w tym różne gangi. Najgroźniejszym z nich jest
gang GELD, z którym walczą bohaterowi gry czyli Wade, Boris i Kyle.
Pewnego słonecznego dnia gdy siedzą oni sobie w swoim pięknym sportowym samochodzie, im oczom ukazuje się ich przyjaciółka Sheena, która właśnie wraca z zakupów i figlarnie macha w ich kierunku. Nasi bohaterowie jak przystało na kulturalnych ludzi chcą się z nią przywitać, aż tu znienacka i zza zakrętu wyjeżdża jakiś zielony mutant-jaszczurka (Red Fedy) członek gangu GELD, i o ZGROZO porywa boską Sheenę!!! Chłopaki oczywiście nie tracąc czasu wskakują do swojej krwisto czerwonej bryki i ruszają w pościg za zielonym mutantem. Niestety ich samochód ulega zniszczeniu i my jako gracz musimy kontynuować pościg na piechotę.
Violent Storm to oczywiście "chodzone mordobicie". Do wyboru mamy trzech "fajterów". Wade blondyn w stroju ala Mad Max (tyle że niebieskim, a nie czarnym), to postać środka czyli z jednej strony całkiem szybki i dość silny, murzyn Boris (hmm Boris, typowe murzyńskie imię ;)) to siłacz, który swoją powolność nadrabia muskułami, natomiast Kyle jest najsłabszym z bohaterów, który jednak jest z nich najszybszy i najzwinniejszy (moja ulubiona postać).
Powiem wam szczerze, że ta gra to prawdziwy ideał jeśli chodzi o chodzone mordobicia. Grafika jest po prostu piękna. Tła, postacie bohaterów, przeciwnicy są naprawdę świetnie wykonani. Bohaterowie gry i wrogowie nie poruszają się jak roboty, ale mają bardzo realistyczne ruchy (jak na mordobicie 2D).
W grze nie brakuje humoru, a przeciwnicy oprócz tego, że niezwykle ciekawi i pomysłowi to są też dość "zabawni". Oczywiście tylko "momentami" bo ogólnie to wściekłe, złe bandziory i różne obrzydliwe stwory! Również na poziomach od czasu do czasu pojawiają się humorystyczne akcenty w stylu striptizerki, która nam kibicuje albo miłego kota, który przechadza się po poziomie nic sobie nie robiąc z trwającego mordobicia (a może ten kot to Sajdon?! :O).
Plansze i tła są śliczne, i różnorodne. Mamy jakieś zniszczone miasto, pociąg, park, klub, itp. Ogólnie urbanistyczna stylistyka dominuje. Jednak mimo że pomysły na plansze kręcą się w około miastowych klimatach, to każda posiada swój indywidualny styl i klimat. Podobnie jest też z bossami - naprawdę po przejściu gry będziecie pamiętać każdego z nich, co wcale nie zdarza się tak często w innych produkcjach tego typu. A i do tego w grze jest obecny "efekt cieni".
Każdy etap gry posiada też swoją indywidualną muzyczkę, która wcale nie denerwuje ale umila rozgrywkę. Odgłosy w stylu jęków przeciwników albo dźwięków rozbijanej ławki czy innych obiektów są podobnie jak grafika na bardzo dobrym poziomie.
Nasi "fajterzy" dysponują dość dużą paletą ciosów, a wykonywanie combosów jest łatwe i przyjemne. Nie znaczy to jednak, że combosów jest mało - po prostu sterowanie "fajterem" jest intuicyjne, czyli od razu po uruchomieniu gry będziemy w stanie szybko się z nim zaznajomić i wykonywać podstawowe combosy, czerpiąc z ich wykonywania sporą satysfakcje. Jednocześnie bardziej doświadczeni gracze, którzy spędzą przy grze więcej czasu, będą w stanie wykonywać skomplikowane ewolucje i sprawią, że przeciwnicy poznają sens zdania "zrobię ci z "czterech liter" jesień średniowiecza". ;) Oprócz normalnych ciosów możemy oczywiście podnosić z ziemi różne bronie takie jak nóż albo metalowa rurka (jest nawet piłka do rugby :D). Grywalność tej gry jest nieziemska. Jest to jedna z tych produkcji, które mamy ochotę przechodzić bardzo wiele razy i wcale nas to nie nudzi. Po prostu miodność wręcz wylewa się z ekranu.
Violent Storm to gra legenda pamiętana przez każdego bywalca salonów z automatami, ale nie jest to gra lubiana i ceniona tylko ze względu na młodzieńczy sentyment. To naprawdę niesamowita, a wręcz genialna gra! Jedno z najlepszych chodzonych mordobić w historii. A właściwie wiecie co? To najlepsze chodzone mordobicie w historii!! Szczerze polecam! Według mnie gra bez dwóch zdań zasługuje na ocenę 10/10. Zagrajcie, a nie pożałujecie. ![]()
Aeon Flux (PS2, Xbox)
Apocalypse (PSX)
Appleseed EX (PS2)
Axle Rage (PS2)
Blood Wake (Xbox)
Bullet Witch (X360)
Code Age Commanders (PS2)
Crystalis (NES)
Enter the Matrix (PS2, Xbox, GC)
Fallout: Brotherhood of Steel (PS2, Xbox)
Final Fantasy: Dirge of Cerberus (PS2)
Gears Of War (Xbox, X360)
God Hand (PS2)
Half-Life 2 (Xbox)
Half-Life 2 Survivor (Arcade)
Huxley (Xbox360)
The Matrix: Path Of Neo (PS2, Xbox)
METRO 2033: The Last Refuge (PS3, X360)
Phantom Dust (Xbox)
Resistance: Fall of Man (PS3)
Road Kill (PS2, Xbox, GC)
Primal Rage (Arcade)
Primal Rage II (Arcade - nie wydana)
Shattered Union (Xbox)
Shin Megami Tensei: Nocturne/Lucifer's Call (PS2)
Shin Megami Tensei: Digital Devil Saga(PS2)
Shin Megami Tensei: Digital Devil Saga 2 (PS2)
Terminator (NES, SNES, SG, SEGA, SGG)
Terminator: Dawn of Fate (PS2, Xbox)
Terminator 2: Judgment Day (SG, SGG, NES)
Terminator 2: The Arcade Game (GB, SG, SGG, SNES)
Terminator 3: Rise of the Machines (PS2, Xbox, GBA)
Terminator 3: The Redemption (PS2, Xbox, GC)
Undercover Cops (Arcade)
Vampire Hunter D (PSX)