NOWA NADZIEJA
Jęk syren ogłuszył wszystkich obywateli schronu. Każdy z nich zaczął się nerwowo rozglądać poszukując odpowiedzi, co się stało. Czerwone światła ostrzegawcze były teraz jedynym źródłem jasności, inna aparatura jakby przestała działać.
Na ostatnim poziomie Nadzorca przez chwilę patrzył w monitor z zdenerwowanym wyrazem twarzy, ale po chwili spojrzał na techników i z uśmiechem powiedział:
- Możemy wyjść.
Technicy odetchnęli z ulgą. Nigdy wcześniej tak się nie działo, nie wiedzieliby jak naprawić taką usterkę. Ale to nie była usterka. Te syreny i światła oznaczały, że Ziemia znów jest czysta i ponownie można zacząć ją osiedlać. Oznaczały, że mogą poznać świat, który wprawdzie nie jest już taki, jak pokazywały stare filmy, ale jest czymś nowym, czymś więcej niż szarymi ścianami i pełną automatyką. Może nawet nowymi ludźmi z innych schronów. Był wszystkim tym, czym schron już od dawna nie był.
Mieszkańcy przepychali się by dostać się do wyjścia. Niektórzy z nich jednak, podchodzili do tego sceptycznie. Zostali w swoich pokojach, mówiąc, że nic nie wiedzą o zewnętrznym świecie i nie są do tego przygotowani. Większość jednak ich nie słuchała i biegła w stronę wyjścia, w stronę wolności.
W korytarzu przed potężnymi drzwiami wszyscy krzyczeli i przepychali się aby znaleźć się najbliżej wyjścia. Nagle pojawił się Nadzorca i wszyscy się uspokoili. Kiedy przestali się przepychać okazało się, że na korytarzu jest mnóstwo miejsca. Nadzorca szedł samym środkiem jakby chciał podwójnie zaznaczyć swoją pozycję. Kiedy podszedł do drzwi wszyscy zamarli, a syreny zdawały się powoli cichnąć. Nagle mocarne drzwi zachybotały zrzucając kurz. Mechanizm zaczął działać i okrągła brama do zewnętrznego świata trochę się cofnęła i powoli pojechała w drugą stronę. Wszyscy stali wpatrzeni w Nadzorcę. Kiedy się odwrócił, syreny znowu zaznaczyły swoją obecność, a stary człowiek ze łzami w oczach przemówił:
- Proszę o spokój, wychodzimy powoli i już się nie popychamy.
On pierwszy wystąpił za próg bramy. Zrobił to ostrożnie, jakby chodził w ciemnościach, lub na bardzo miękkim gruncie. Znalazł się w jaskini. Wyciągnął starą mapę i podążył według jej wskazówek do wyjścia. Reszta szła w podnieceniu za nim.
Nagle zatrzymał się. Zobaczył promyk Słońca. Po raz pierwszy w życiu ujrzał światło inne niż to z lamp. Z niedowierzaniem opuścił ręce i zaczął biec w stronę wyjścia. Nadzorca nagle zaczął świecić, bezwładnie opadł na ziemię i wypluł swoje płuca.
Jeden z tych mieszkańców schronu, którzy postanowili zostać spojrzał na datę komputera, który znajdował się na piedestale Nadzorcy. Zastanowił się chwilę i otworzył oczy ze zdumienia. Było o wiele za wcześnie na otwarcie schronu, promieniowanie po bombach jeszcze nie mogło zniknąć. Ktoś tu popełnił błąd. Nie myśląc długo, zamknął potężne drzwi schronu.
[oceń opowiadanie]
(konieczna rejestracja na Shamo)
© 2007 kaznodzieja_nowej_ery